Kiedy nadchodzi rozstanie



„Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono” Koh 3,2. Wszyscy
doskonale zdajemy sobie sprawę z prawdziwości tych słów. Wiemy, że każdy kto się narodził kiedyś umrzeć
musi. Uczestniczyliśmy w wielu pogrzebach, przeczytaliśmy niezliczoną liczbę nekrologów. Sami
doświadczamy bezlitosnej siły czasu, który odciska piętno na naszym organizmie. Lecz kiedy śmierć zapuka do
drzwi naszego domu, sprawa wygląda inaczej.
Wcześniej, czy później każdy z nas będzie zmuszony do skonfrontowania się ze śmiercią kochanej osoby.
Wcześniej, czy później każdy z nas poczuje lodowaty podmuch śmierci. Wcześniej czy później trzeba będzie
zmierzyć się z żałobą. Prawdą jest, że nie zrozumie smutku owdowiałej osoby ktoś, kto nie przeżył w zgodnym
kochającym małżeństwie całego życia. Prawdą jest, że nie postawi się w miejscu rodzica załamanego po
śmierci dziecka ten, kto nie ma dzieci. Żałoba zawsze jest sprawą osobistą i każdy przeżywa ją na swój własny,
niepowtarzalny sposób. Lecz prawie każdy z nas wcześniej czy później będzie przeżywał ostatnie pożegnanie
kochanej osoby.
Warto zastanowić się nad tym, jak tę żałobę przeżyć by była ona okazaniem szacunku zmarłej osobie. Może to
stwierdzenie wydaje się groteskowe, lecz życie uczy nas, że czasem żałoba staje się czasem koncentracji na
samym sobie a nie na zmarłym. Jakże często usłyszeć można od wdowy słowa „Jak on mógł mi to zrobić!”.
Tak jakby mąż chciał zrobić na złość żonie i dlatego umarł. Wszak to jej teraz jest źle i trudno. Wszak to ona
teraz musi się zając całym domem. Wszak to ona została opuszczona. A gdzie w tym wszystkim jest zmarły
mąż? Gdzie w tym wszystkim jest szacunek i wdzięczność okazana osobie, która odeszła? Okazuje się tak
często że liczę się tylko ja i mój ból.
Oczywiście trudno pogodzić się z odejściem dobrej, oddanej, kochanej osoby, z którą przeżyło się praktycznie
całe życie. Odliczając bowiem lata mało świadomego dzieciństwa i młodości, to bardzo często okazuje się, że
małżeństwo trwało prawie całe życie. To normalne, że małżonkowie przyzwyczaili się do siebie, wrośli w
siebie emocjonalnie. Stworzyli swoje wspólne życie i nie widzieli innej możliwości. Dlatego tak trudno jest
przyjąć śmierć i osamotnienie. Dlatego poczucie pustki po kilkudziesięciu latach małżeństwa jest tak
doskwierający.
Lecz trzeba dać prawo odejść małżonkowi. Trzeba pozwolić mu umrzeć, bo takie są prawidła naszego życia.
Jednocześnie warto z wdzięcznością wspominać wspólnie przeżyty czas i doceniać dobro, które od kochanej
osoby otrzymaliśmy. Z tej wdzięczności do zmarłego i miłości, która nas łączyła winna rodzić się troska o
życie wieczne męża, żony. Ze smutkiem bowiem, jako duszpasterz muszę powiedzieć, że łzy smutku na
pogrzebie i późniejsza żałoba wcale nie przejawia się w trosce o wieczne dobro zmarłego. A z wdzięczności,
miłości i pragnienia serca powinna się rodzić ta troska, która bardzo pomaga w owocnym przeżywaniu żałoby.
Doskonale wiemy, że najpiękniejsze kwiaty, znicze, wyszukany nagrobek nie pomogą zmarłemu. One cieszą
nasze o czy i często są wymówką braku pomocy duchowej dla tych którzy odeszli. Zmarli potrzebują naszej
modlitwy. My potrzebujemy okazać im miłość. Te dwie potrzeby jakże pięknie i owocnie łączą się w sobie w
modlitwie o ich wieczne zbawienie.
W życie wpisane jest przemijanie. Choćbyśmy najbardziej uciekali od tej prawdy, to jednak
nieuchronny upływ czasu w najbardziej niespodziewanej chwili daje nam o sobie znać. Przychodzi wtedy
konieczność pożegnania osoby, z którą przeżyło się wiele lat. Pozostaje życiowa wyrwa i pytani o to, w jaki
sposób utrzymać więź, którą brutalnie przerwała śmierć. Tą nicią łączącą nas żyjących z tymi, którzy już
odeszli jest modlitwa.
Św. Jan Paweł II w swoim Testamencie napisał: „Po śmierci proszę o Msze św. i modlitwy”. Autor
Mądrości Syracha pisze: „Woda gasi ogień a jałmużna gładzi grzechy”. Hiob składał ofiarę Bogu za swych
synów, gdyż był świadom, że są grzeszni. Na początku każdego pogrzebu kapłan wypowiada słowa: „Wiemy,
że wskutek ludzkiej skłonności do złego wszyscy popełniamy grzechy. Przed Najświętszym Bogiem nikt nie
jest bez winy. Dlatego chcemy złożyć za naszego brata Ofiarę Eucharystyczną jako zadośćuczynienie za jego
grzechy. Będziemy prosili Boga, aby go oczyścił od wszelkiej winy i dopuścił do społeczności Świętych”.
Modląc się z zmarłych okazujemy im miłość i wdzięczność oraz troskę o ich wieczne szczęście. Można
powiedzieć, że naszym niezbywalnym obowiązkiem jest ofiara modlitwy za zmarłych. Oni sami sobie nie
potrafią pomoc. Oczekują cierpliwie na nasz gest miłości, wdzięczności i miłosierdzia. Oczekują, ze
zrealizujemy swoje zapewnienia o modlitewnej pamięci. Oczekują, że dotrzymamy słowa, zapewnienia, że o
nich nie zapomnimy. W niedzielnej Mszy św. w wyznaniu wiary powtórzymy słowa „Wierzę w świętych
obcowanie”. To znaczy, że wierzę w niebo. A obok nieba jest czyściec, jako czas przygotowania do chwały
świętości. Wierzę i ufam głęboko, że mogę moim bliskim pomóc odpokutować uczynione grzechy i dopełnić
świętości koniecznej, aby zamieszkać w domu Ojca w niebie.

Jak zatem konkretnie wygląda pomoc zmarłym? Nie ma nic wspólnego z zanoszeniem drogich kwiatów
na groby i zapalania morza zniczy, które trzeba później wyrzucić. Wydajemy bajońskie sumy na te rzeczy,
które piękne i ujmujące, lecz cieszą nasze oczy, a nic nie dające zmarłym. Zmarłym pomagamy nie kwiatami,
drogimi nagrobkami i zniczami, lecz ofiarą modlitwy. Ta modlitwa jest wyznaniem wiary w życie wieczne, a
kiedy jej brak można pytać, czy w życie wieczne sami wierzymy? Z powrotem pogaństwa mamy bowiem do
czynienia wtedy, gdy ludzie troszczą się bardziej o kwiaty lub wystawność pogrzebu bardziej niż o odprawienie
Mszy św. o zbawienie wieczne zmarłego.
Najdoskonalszą pomocą, jaką możemy ofiarować zmarłym jest zamówiona Msza św., aby przebłagać
Boga za grzechy przez nich uczynione. Szczególne miejsce zajmują tu msze św. gregoriańskie, czyli 30 Mszy
św., które dzień po dniu są sprawowane za jedną zmarłą osobę. Zapytajmy się dziś w sercu: kiedy ostatnio
zamówiłeś Mszę św. za swych zmarłych rodziców, małżonka, przyjaciela? Czy wzywamy ich imion na ołtarzu
pańskim w rocznicę śmierci, imienin, urodzin? Nie mów, że chodzi o pieniądze, bo większe sumy wydajesz na
znicze i kwiaty. Zapytaj się o swoją wiarę.
Wielką pomocą dla zmarłych jest także przyjmowanie w ich intencji Komunii św. Św. Jan Maria
Vianney mówił: „Niechaj miłosierdzie wiedzie was ku przyjmowaniu Komunii św. bo nic skuteczniej nie służy
wiecznemu spokojowi zmarłych”. Czy my o tym pamiętamy? Tak płakałeś nad grobem dziecka, ojca, żony, a
tak rzadko za nich przyjmujesz Komunię św. Tak wiele od nich otrzymałeś, a czy sam pamiętasz i tym
bezcennym darze ofiarowanej Komunii św.?
Pomocą zmarłym służy każda modlitwa szczególnie różaniec i modlitwa wypominków. Jest to
liturgiczne wołanie Kościoła, który we wspólnotowej modlitwie wymienia imiona zmarłych, prosząc o ich
zbawienie. Publiczne wypowiadanie imion zmarłych w wypominkach całorocznych, gdy co niedzielę kapłan
odczytuje je przed wspólnotą wiernych jest dowodem, iż dla swych bliskich nadal żyją, są we wdzięcznej
pamięci, nie zostali zapomniani. Czy pomyślałeś o tym? A może uważasz, że bogate kwiat i znicze na grobie
wystarczą. Nie mówmy, że nas nie stać, gdyż ofiara składana z okazji wypominek jest jałmużną uczynioną dla
zmarłych. Ta zaś jałmużna jest kolejnym sposobem pomocy dla tych, którzy odeszli. Ta jałmużna, czyli
wspaniałomyślny dar serca, z Bożej sprawiedliwości wyrównuje zło uczynione przez tych którzy odeszli. Obok
ofiary wypominek będzie to każdy czyn wyrównujący wyrządzone przez nich zło. Pomagamy zmarłym
ofiarując w ich intencji post, cierpienia. Przyjmując wyrzeczenia i ofiary których za życia sami nie chcieli
podejmować. Każdy bowiem dar serca, jałmużna, wyrzeczenie jest spłata długu sprawiedliwości Boże za zło,
które nasi zmarli za życia popełnili.
Jest jeszcze jeden bardzo osobisty sposób pomocy naszym zmarłym, który pomaga im uwolnić się od
skutków swych grzechów. Grzech jest krzywdą wyrządzoną bliźniemu. Może jest taka krzywda, której nie
chcemy darować komuś, kto już odszedł. Nasza złość, nienawiść, rozpamiętywanie zaznanego zła, brak
przebaczenia zamykają zmarłym drogę do nieba. Nic tak nie ciąży czyśćcowej duszy jak żal czy nienawiść
tych, którzy zostali na ziemi. To jest duchowy łańcuch, który wciąż ich wiąże ze złem, które popełnili.
Przebaczmy zmarłym. Bądźmy dla nich miłosierni. Darujmy im zło, bo inaczej to zło do nas wróci.

ks. Radosław Rychlik

Bez kategorii

Comments are disabled.